Przyjaciel

W poszukiwaniu przyjaźni

W samotności...

Pozostawić Ślad Miłości...

 

Troszcząc się o ludzi niepełnosprawnych, troszczymy się o siebie, bo jutro możemy być jednym z nich.

 

Ta myśl prof. Jan Szczepańskiego, kilkanaście lat temu uświadomiła mi, że nie muszę żyć na marginesie społeczeństwa... Bo tak naprawdę ta linia marginesu, to barykada, jaką budują Ci, którzy nie chcą mieć nic wspólnego... z niepełnosprawnością... ze starością, z umieraniem... i tym prawdziwym samym sobą... Żyją oni za tą barykadą, aż uświadomią sobie, że sami skazali się na dożywocie... w zbudowanej przez sobie malutkiej celi...

Na szczęście są też tacy ludzie, dla których nie istnieją marginesy... oni nie tracą życia na uciekanie... na odgradzanie się... na lękanie się, przed uwikłaniem... Oni po prostu żyją... dla Boga... dla siebie... i dla innych... Bo trzeba najpierw pokochać samego siebie, aby móc ofiarować miłość drugiemu...

Myślę, że każdy z takich ludzi, jest w jakiś sposób Wolontariuszem, bo to więcej niż tylko bezinteresowna pomoc... To umiejętność życia, po którym pozostanie ślad Miłości... nie ograniczony żadnymi marginesami...

 

Również ja musiałem nauczyć się takiego życia, bo też przez wiele lat wznosiłem swoją barykadę... chociaż po drugiej stronie....

Żyłem sobie w świeci muzyki, techniki, nauki... Nawet miałem pewne sukcesy... Np. zaproszenie na międzynarodową konferencję naukową do Juraty. Była to bardzo cenna propozycja, gdyż oprócz spotkania z gronem znakomitych naukowców, mogłem także, przez tydzień, wypocząć w elitarnym ośrodku wczasowym, nad morzem.

Niestety, musiałem zrezygnować z tego wyjazdu, gdyż nie znałem nikogo, kto mógłby pojechać ze mną jako opiekun...

Właśnie poczucie osamotnienia było dla mnie najbardziej dokuczliwe. Dlatego największą tragedią niepełnosprawności nie jest sama ułomność, lecz samotność...

Z czasem przekonałem się, że dotyka ona ludzi, bez względu na sprawność... Stąd tak wiele frustracji, wśród ludzi, którym brakuje osoby, dla której nie byłby najważniejszy cały świat ? rzeczy materialne, sukces, kariera, lecz drugi człowiek... Wiele osób pragnie dawać siebie, chce czynić jakieś dobro, lecz często traktowani są jak przedmioty do wykorzystania, a nie jak ludzie do kochania... A wystarczyłaby choćby odrobina docenienia, czy też postawy wdzięczności, za to, że Ty chcesz być dla mnie, a ja dla Ciebie...

 

Myślę, że takie dawanie siebie i branie, jest jak oddychanie... Nie można być tylko na wdechu albo wydechu, lecz im więcej siebie dajemy i przyjmujemy, tym bardziej istniejemy i głębszą relację budujemy:)

Bliskie są mi słowa Jana Pawła II: "Człowiek nie jest tylko sprawcą swoich czynów, ale przez te czyny jest zarazem w jakiś sposób twórca siebie samego"

 

Takim czynem może być już sama obecność..., bo poprzez relacje z drugim człowiekiem odkrywamy i kształtujemy także samych siebie... Począwszy czasem od drobnego gestu, który z dwojga obcych może uczynić serdecznych Przyjaciół...

Taka relacja to coś więcej niż rozmowa... niż wspólne przeżycia... To raczej odkrywanie jakiegoś tajemniczego Ogrodu, do którego klucz stanowi szczególne wzajemne współbrzmienie... Zazwyczaj Ogrody te w nas obumierają... a mogą tak cudnie rozkwitać...

I chociaż podobnie jak kwiaty przemijają..., także w tym życiu nie ma nic na zawsze... Są tylko chwile... Spadają nam z Nieba i tylko od nas zależy, czy będziemy czekać, a one przelecą obok nas... albo podejmiemy wysiłek, aby sięgnąć po te krople dobroci i radości... Z niech może ubierać się cała rzeka, którą dopłyniemy do oceanu szczęścia, jakim jest Niebo...:)

 

Niestety, współczesny świat tak szybko gna, że niejednokrotnie dopiero śmierć jest w stanie nas zatrzymać... Wówczas tak wielu znajduje czas... przyjeżdża z najdalszych zakątków... staje na głowie, aby zdążyć pożegnać... umarłego... Tak myślę sobie, że z punktu widzenia duszyczki, która siedzi sobie już w niebie, dziwni (o ile nie śmieszni:) muszą wydawać się Ci zapłakani ludzie... którzy za życia nie mieli czasu...

Przypominają mi się słowa Jezusa: Zostawcie umarłym, grzebanie umarłych (Mt 8,22)

Bo tak naprawdę, żyjemy na tyle na ile istniejemy dla kgoś obecnego wśród nas...

I chociaż teraz poprzez różne komunikatory typu GG..., człowieka ma się niby na "wyciągniecie reki". Lecz zanika przy tym ciepło spotkań, możliwość spojrzenia, odczuwania gestów...

Przypominają mi się moje początki wychodzenia do ludzi, gdy nie było komputera, internetu, komórki... A były to lata bardzo bogate w rzeczywistą obecność drugiego człowieka..., w prawdziwe spotkania i przeżycia... we wzajemne ubogacenie - tak jak Słońce i Kwiat...

 

Od tego czasu staram się wciąż poszerzać krąg osób, które czasem mogą mi towarzyszyć. Każdy, bowiem ma swoje osobiste życie i podlega też wielu ograniczeniom... Lecz cenię każdą osobę, której odpowiada to, co w danym czasie możemy razem przeżyć...

 

Tylko, bowiem wspólnie przeżyte chwile pozwalają odkrywać drugiego człowieka w realnej rzeczywistości, a to daje o wiele większe poznanie niż korespondencja... To tak jakby oglądać wędrówkę po górach w telewizji, albo samemu powędrować górskim szlakiem... Zastanawiam się czy, w ogóle można siebie opisać...? Czy można kogoś poznać tylko poprzez korespondencję...?

 

Mam świadomość, że ludzie, którzy nigdy nie mieli osobistego kontaktu z osobą niepełnosprawną, mogą zastanawiać się, czy w ogóle warto nawiązywać taką znajomość? Nasuwa mi się tu pewna analogia do tego wszystkiego, co przeżyłem podczas mojego podróżowania ? od morza po góry:) Bo tak naprawdę żadne słowa, fotografie, wideokasety nie są w stanie przekazać tych niezwykłych spotkań, doznań, emocji, jakie dawały mi poczucie niezwykłego piękna i radości. Podobnie takich przyjaźni nie można opisać, ani pokazać... Jej trzeba po prostu doświadczyć, aby zrozumieć, że warto razem przejść choćby najmniejszy etap tej pielgrzymki, jaką jest życie...

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Komentarze  

+1 #2 Ieji 2017-05-15 12:02
Jacku, serdecznie Cie pozdrawiam. Mam zupełnie inne doświadczenie życia. Od wielu lat jestem misjonarzem na terenach byłego ZSRR. Doświadczenie samotności jest mi jednak bardzo dobrze znane. Przeżywałem i przeżywam okresy, kiedy pozostaje się samemu, gdy jest bardzo mało kontaktów i spotkań, jakby życie się zatrzymuje i nic nie dzieje się. Wiele razy przeżywałem długie lub krótsze okresy "czekania". Doświadczam też izolacji, jestem w końcu ten "obcy", do którego trzeba mieć, w przekonaniu otoczenia, wiele dystansu. Przebyty wypadek też ograniczył mnie fizycznie.
Często tym, co pozostaje to "walka w modlitwie".
Myślę, że ta strona "przyjaciel.eu" to nie tylko dobry pomysł, ale też "wyciągnięta dłoń".
Cytować
+3 #1 EWA 2016-02-10 12:48
Jacku zgadzam się całkowicie z tym co napisałeś.Do tej pory byłam osobą aktywną zawodowo.Obecni e staram się być w miarę samodzielna ,ale nie zawsze to wychodzi.Poza tym samotność i pustka sprawiła ,że pragnę poznać osobę, która zrozumie potrzeby takiej osoby jak ja.Pozdrawiam.
Cytować

o przyjaciela

Na tej witrynie zamieściłem kilka moich publikacji z minionych lat.

Mam nadzieję, że będą one źródłem refleksji nad tym co stanowi nasze człowieczeństwo, wiara, zmaganie się z samotnością, czy też poszukiwaniem sensu życia...

Teksty te są wciąż aktualne, gdyż poszukuję przyjaciół...

Przyjaciel na FB