Przyjaciel

W poszukiwaniu przyjaźni

Ja potrzebuję Ciebie, Ty potrzebujesz mnie?

przyjaciel

Przez 25 lat wstydziłem się mojej niepełnosprawności i nie wyobrażałem sobie, abym mógł wyjechać na wózku poza moje mieszkanie.

W tamtym czasie jedynym wsparciem i towarzystwem byli dla mnie rodzice i siostra (podobnie niepełnosprawna jak ja). Muszę przyznać, że moi rodzice są cudownym darem Bogu, bo nietrudno wyobrazić sobie, jakim ogromnym wysiłkiem jest wychowanie dwojga niepełnosprawnych dzieci. Postawę moich rodziców uważam za heroiczną. Cieszę się, że Bóg obdarzył mnie właśnie nimi. Szczególnie podziwiam mamę za to, że kiedy byliśmy mali, to dwa razy zabrała mnie i siostrę nad morze, choć było to niezmiernie trudne, m.in. ze względu na przejazd pociągiem i dojazdy do stacji PKP. Właśnie problemy komunikacyjno-transportowe są dla mnie najistotniejszą barierą. Przez wieś, w której mieszkam, przejeżdżają zazwyczaj autobusy do których nie można wjechać na wózku inwalidzkim. Pomimo tych ograniczeń starałem się żyć możliwie najaktywniej - poświęcając się głownie nauce. Nic jednak me było w stanie zaspokoić pragnienia komunikacji i kontaktu z innymi ludźmi.

Trudno było mi wierzyć, że odnajdę przyjaźń, gdyż w naszym społeczeństwie zazwyczaj bardziej "normalne" są relacje np. z jakimś pijakiem, łobuzem, brutalem, egoistą... niż niepełnosprawnym chłopakiem. Nie każdy bowiem uświadamia sobie, że niekiedy bardziej ułomnym można być pod względem moralnym, czy etycznym.

Niestety, nie każdy ma świadomość, że brak możliwości poruszania się nie musi wcale ograniczać w czynieniu takiego dobra, jakim jest chociażby zrozumienie, rada, troska, serdeczność, rozmowa. Wówczas jednak najbardziej ograniczały mnie i wyobcowywały bariery psychologiczne, których sam zapewne nie przełamałbym. Dlatego szczególnie dużo zawdzięczam moim byłym nauczycielkom. To one zapoznały mnie z klerykiem Jurkiem. Po święceniach kapłańskich przyjechał on do mnie, wraz z grupą młodzieży i odprawił w moim pokoju Mszę św. - prymicyjną. Wówczas bardzo brakowało mi Eucharystii, gdyż jedynie w dzieciństwie Mama była w stanie zawozić mnie na rowerze do kościoła. Myślę, że właśnie ta, odprawiana przez o. Jurka, Msza Św. była przełomowym punktem w moim życiu. Tego bowiem dnia Pan Jezus uobecnił się w moim pokoju, i gdy przyjąłem Go pod dwiema postaciami w Komunii Świętej, z moich oczu popłynęły łzy radości i wzruszenia. Doświadczyłem wtedy tak niesamowitej Bożej Miłości, że zapewne właśnie w niebie jest tak dobrze, jak było mi wówczas i niejednokrotnie jest nadal, gdy spotykam się z Panem Jezusem w Komunii św.

Przestałem myśleć o sobie jak o skazańcu, którego już nic dobrego w życiu nie spotka, lecz doceniłem to, co mam, co mogę, i zrozumiałem, że każda chwila naszego życia jest bezcennym i niepowtarzalnym darem. Dlatego nie chciałem już dłużej chować się po kątach mojego mieszkania, lecz zapragnąłem wyjść na zewnątrz. Kiedy  przyjechał mój kuzyn, zaproponowałem mu, aby poszedł ze mną na spacer. Wówczas już nie obawiałem się tego, że ktoś na ulicy może zobaczyć mnie na wózku i w ogóle nie miałem żadnych negatywnych wrażeń; czułem się jak zwykły przechodzień. Najwspanialszych wrażeń i przeżyć dostarczała mi bliskość przyrody, gdy mogłem stać pod drzewem, słuchać jego szumu, dotykać szorstkiej kory...; gdy mogłem dotknąć trawy, zerwać jej trochę, powąchać... soczysta, zielona, pachnąca trawa - dla innych prozaiczna codzienność, a dla mnie: życie, natura, piękno, radość, fascynacja, ukojenie... To wszystko jest tak blisko, a zarazem tak daleko, bo przybliżyć może mnie do tego szczęścia tylko drugi człowiek.

Niestety, rodzice mają coraz mniej zdrowia i sił, a kuzyn przyjeżdża najwyżej raz w roku. Początkiem bardziej aktywnego życia stały się dla mnie wyjazdy na turnusy rehabilitacyjne i rekolekcje na Górze Świętej Anny. Czasem spotykam tam osoby, dla których niepełnosprawność nie jest przekleństwem, od którego się ucieka, lecz jest wyzwaniem, aby wzrastać ku temu, co w człowieku jest najbardziej ludzkie, a zarazem Boże. Niestety, często życie osób niepełnosprawnych toczy się poza wszelkimi ludzkimi relacjami i trafia w otchłań samotności.

Chciałbym więc zaapelować do Czytelników: Proszę, dajcie szansę sobie i osobie niepełnosprawnej, która być może nie wychodzi ze swojego pokoju, bo jest przekonana, ze nikt zdrowy jej nie potrzebuje. Nie próbuje nawet poszukiwać pomocy i zatraca sens swojego istnienia. Dlatego nie czekajcie, lecz zróbcie ten pierwszy krok. Nawet raz w tygodniu zabranie na Mszę Św., może być najwspanialszym i najcenniejszym darem.

Otwierając się na potrzeby innych ludzi, można pozyskać większe poczucie sensu własnego istnienia oraz odkryć własne horyzonty.

Wierzę, że Bóg daje nam siebie i okazuje nam swą Miłość poprzez drugiego człowieka, dlatego ja potrzebuję Ciebie i mam nadzieję, że Ty potrzebujesz mnie, bo przecież: "Gdyby wszyscy byli tacy sami, to nikt nikomu nie byłby potrzebny" (ks. J. Twardowski).

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 "Gość Niedzielny"

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Komentarze  

0 #6 Marek 2017-11-07 15:24
Witam
Przyznam się ,szkoda mi ludzi chorych ale boje się ,że nie będę potrafił im pomóc,że zabraknie mi odwagi.Bo choć jestem wrażliwym człowiekiem to brakuje mi tej odwagi,podziwia m osoby które potrafią i tą siłę mają.
Zawsze do ludzi wychodzę z uśmiechem,chcia łbym każdemu pomóc i zawsze najpierw wybieram czyjeś a na końcu swoje potrzeby.Cierpi enie ludzkie jest straszne ale jeszcze bardziej straszna jest samotność i to samotność w tłumie.Ja taką samotność nazywam niemym krzykiem,nikt tego krzyku nie słyszy choć twoje oczy proszą o pomoc.Tylko osoba o wrozliwej duszy może ten głos usłyszeć.Znam to bardzo dobrze.
Cóż ja bym mógł Ci zaproponować,ni e wiem.Może to ,że możesz do mnie pisać a ja spróbuję coś mądrego odpisać.Mogę Ci zaproponować przyjazń.
Czy to Ci wystarczy?
Cytować
+2 #5 Katarzyna 2017-04-20 09:56
Cześć Jacku od 7 lat ciężko choruję , prawie nie chodzę, więc od trzech lat nie wychodzę z domu
tyle co do lekarzy. Mam rodzinę syna 25 lat męża
ale oni jako sprawni mają juź inny świat.
Przecież jestem po 9 godzin kaźdego dnia zupełnie
sama. Bardzo ale to bardzo czuję się samotna. Kiedy
to piszę czuję że brzmi to śmiesznie, że mogę być
niezrozumiana - w moim wieku i sytuacji takie stany ?
A jednak. Z zawodu jestem artystą malarzem ale teraz nie maluję jestem zbyt słaba . Jedyne co pozostaje to czytanie i kontakt przez internet . Bardzo Cię pozdrawiam . Kasia
Cytować
0 #4 Solaria 2016-01-29 22:56
Majac okazje,w przeszlosci,pra cowac w srodowisku osob,(zarowno psychicznie jak i fizycznie),niep elnosprawnych,w yrobilam sobie bardzo stabilna opinie na ten temat,Jacku.
Masz racje stwierdzajac iz osoby takie popadaja czesto w izolacje spoleczna,gdyz juz czyjas "innosc",sama w sobie,wzbudza pewna obawe przed kontaktem.Czlow iek,z natury leka sie nieznanego.Czas najwyzszy aby ludzie porzucili ten niepotrzebny lek i otworzyli sie na tych ktorzy cierpia podwojnie: z racji inwalidztwa / schorzenia i...samotnosci, ktora je otacza i z niego wyplywa.
Zycie duchowe,emocjon alne i intelektualne osob w ten sposob poszkodowanych przez los,jest czestokroc nie mniej bogate niz tych ktorych ten los nie spotkal.
Uwazam iz ZAWSZE nalezy byc swiadomym iz kazdy z nas,kiedykolwie k,znalezc sie moze w pozycji
bycia niepelnosprawny m,zachowujac te same pragnienia i potrzeby.Poczuc ie "normalnosci" jest chyba najwspanialszym darem,ktory mozna ofiarowac osobom bedacym w takim polozeniu.
Cytować
+3 #3 Anita 2015-02-19 12:21
Mam 35 lat. Jestem mężatką i przeżywam chyba trudny czas. Przytłacza mnie smutek... Szukam przyjaciela, kogoś z kim można pogadać, spotkać się, może komuś pomóc. Chętnie poznam osobę niepełnosprawną , kogoś komu się przydam.
Mieszkam w Krakowie na Woli Duchackiej. Jeśli jesteś moim sąsiadem/sąsiad ką poznajmy się...
Cytować
+1 #2 Tomasz 2014-12-18 14:46
szukam przyjaciółek z ktorymi mozna pogadac wypic kawe pożartować najlepiej ze slaska i nie tylko
Cytować
+2 #1 niga 2013-11-20 09:55
Naprawdę z ogromną przyjemnością przeczytałam to co napisałeś i wiem że dotyczy to każdego człowieka.ją nie mam i nigdy nie miałam oporów lub jakichkolwiek zahamowany lub uprzedzeń w stosunku do osób niepnirpelnospr awnych ruchowo.ją też czuje się niepelnosprawna ale to długa historia.pozdra wiam.Niga
Cytować

o przyjaciela

Na tej witrynie zamieściłem kilka moich publikacji z minionych lat.

Mam nadzieję, że będą one źródłem refleksji nad tym co stanowi nasze człowieczeństwo, wiara, zmaganie się z samotnością, czy też poszukiwaniem sensu życia...

Teksty te są wciąż aktualne, gdyż poszukuję przyjaciół...

Przyjaciel na FB