Przyjaciel

W poszukiwaniu przyjaźni

Przyjaciel na samotnej wyspie

Samotny przyjaciel

Nic chcę pisać, że życie osoby niepełnosprawnej jest lepsze albo gorsze; jest inne. Różnica ta daje się szczególnie zauważyć na wsi.

Moja choroba trwa od dzieciństwa - nigdy nie potrafiłem chodzić. Umiejętność ta była dla mnie tym, czym dla pełnosprawnych ludzi jest umiejętność latania u ptaków.

Z pewnością moja ułomność była znacznie bardziej dostrzegana i frustrująca dla otoczenia niż dla mnie samego. Często zadawałem sobie pytanie: "Dlaczego oni traktują mnie inaczej? Przecież jestem taki sam, a jedynie nie potrafię chodzić."

Litość była dla mnie najgorsza. Szczególnie przykre było dla mnie gdy jakaś osoba mówiła: "jakiś ty biedny..." Słowa te bolały mnie, ze względu na moją Mamę, dla której mogły one brzmieć: 'ale pani dziecko jest nieudane". Mama zawsze pragnęła, aby moje życie było jak najbardziej podobne do życia moich rówieśników, a także aby je jeszcze wzbogacić. Zabierała mnie na szkolne wycieczki, a nawet dwa razy pojechała ze mną nad morze. Minęło wiele lat, a ja wciąż je pamiętam.

Niestety, nawet moja wspaniała Mama nie uchroniła się od błędów. Chyba największym z nich było to, aby moje inwalidztwo było jak najlepiej ukryte, aby nie rzucało się w oczy, aby nie towarzyszył mi żaden atrybut osoby niepełnosprawnej, w tym także wózek inwalidzki. Pamiętam jak Mama mówiła:

nigdy nie posadzę Cię na wózku... i wolała dźwigać mnie na rękach lub wozić rowerem, a we mnie wytworzyło się przekonanie, że wózek inwalidzki to przekleństwo, którego należy się wstydzić. Kiedy mając 12 lat otrzymałem wózek z zaopatrzenia ortopedycznego, nie wyobrażałem sobie, aby wyjechać nim na ulicę. Poruszałem się na nim jedynie po swoim pokoiku. Pamiętam, że kiedy mój kuzyn chciał zabrać mnie na spacer, z całych sił przyciskałem hamulce tak, że koła stały w miejscu. Wówczas czułem się jakby nagiego prowadzono mnie po ulicy. Kuzyn po kilkunastu metrach zrezygnował.. W okresie dojrzewania ciężar mojego ciała stał się zbyt duży, aby moje wątłe mięśnie mogły mu podołać. Jednocześnie ubywało zdrowia i sił moim Rodzicom, tak więc mój świat ograniczył się do czterech ścian pokoju, który stał się... moim więzieniem.

Dużo bardziej doskwierał mi mur psychologiczno - społeczny, który ustawiło społeczeństwo, dla którego byłem bezużyteczny, a więc zupełnie obojętny. Nie było wokół mnie nikogo, kogo mógłbym nazwać przyjacielem lub kolegą, za to była przy mnie smutna, cicha i gorzka towarzyszka zwana samotnością. Była ona bardzo mi wierna...

Zawsze najbardziej obawiałem się tego, aby nie zmarnować życia, aby nie przeminęło ono bez żadnego śladu. Zacząłem się uczyć na własną rękę. Szczególnie fascynowała mnie wówczas optoelektronika, moim największym sukcesem było zaproszenie mnie na organizowaną przez I.F.T-W.A.T międzynarodową konferencję naukową do Juraty. Była to bardzo kusząca propozycja, gdyż oprócz spotkania z gronem znakomitych naukowców, mogłem wypocząć przez tydzień w elitarnym ośrodku wczasowym nad morzem.

Niestety nie znalazłem nikogo, kto mógłby pojechać ze mną jako opiekun. Później musiałem zrezygnować także z optoelektroniki, gdyż wiedza teoretyczna nie mogła zastąpić mi dostępu do laboratorium...

Wiedziałem, że muszę się "przekwalifikować" i znaleźć coś bardziej odpowiedniego. W tym czasie w katalogach, które pościągałem prawie z całego świata, zacząłem poszukiwać jakichś sprzętów - przyrządów dla osób niepełnosprawnych, które mogłyby ułatwić mi życie. Okazało się jednak, że wszystkie istniejące konstrukcje są bardzo do siebie podobne i nie rozwiązują specyficznych problemów, z jakimi borykają się osoby niepełnosprawne w swoim typowym mieszkaniu i środowisku, co wręcz zmusiło mnie do zaprojektowania konstrukcji o nowatorskich możliwościach i funkcjach użytkowych. Praca ta pochłania mi mnóstwo czasu, gdyż dotychczas nie zajmowałem się zagadnieniami tego typu, z pewnością dużo więcej mógłbym zrobić, gdybym był na stanowisku doradcy -konsultanta w jakiejś firmie konstruującej tego typu sprzęt.

Praca, chociaż może wypełnić czas, nie jest jednak w stanie zaspokoić głodu serca spragnionego, drugiego serca... Człowiek jest jak drzewo, które aby mogło żyj i rozwijać się, potrzebuje korzenia, którym jest Bóg, a także musi mieć gałęzie, którymi są przyjaciele. Wiedziałem, że nikt do takiego "odludka" nie przyjdzie, lecz to właśnie ja muszę wyjść między ludzi. Zaproponowałem mojemu kuzynowi, aby poszedł ze mną na spacer, chociaż bardzo obawiałem się spotkania z ludźmi i ich reakcji. Okazało się, że w wózku, na ulicy, czułem się jak zwykły przechodzień. Jedyną przeszkodą były bariery architektoniczne, bo żadnych barier nie było w ludziach, którzy chętnie służyli pomocą np. przy pokonywaniu schodów. Emocji dostarczyła mi bliskość przyrody: mogłem stać pod drzewem, słuchać jego szumu, dotykać szorstkiej kory, mogłem dotknąć trawy, zerwać jej trochę, powąchać... żywa, soczysta, pachnąca, zielona trawa - dla innych prozaiczna codzienność, a dla mnie życie, natura i radość, tak bliska, a zarazem tak odległa, bo przybliżyć może mnie do niej tylko drugi człowiek...

Teraz spacery są dla mnie wspaniałym przeżyciem, ale niestety kuzyn przyjeżdża do mnie tylko na urlop.

W tym roku po raz pierwszy udało mi się wyjechać na turnus rehabilitacyjny. Teraz, moim marzeniem jest otoczenie się gronem przyjaciół, dzięki którym będę mógł jeszcze bardziej cieszyć się tym cudownym, jedynym, niepowtarzalnym darem, którym jest życie...

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

"Tacy Sami"

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Komentarze  

+1 #4 ela 2014-06-19 08:33
witaj, to nie jest tak, że ludzie "zdrowi" stawiają mur przed niepełnosprawny mi. Ja nie jestem zdrowa, ale moja ułomność nie rzuca się w oczy ( a uwierz mi jest b. bolesna), stąd z moich obserwacji wynika, że to ludzie niepełnosprawni często stawiają mur, podświadomie nienawidząc ludzi " zdrowych". Kiedy maja bliższe relacje z tymi zdrowymi, poznają, że oni tez są chorzy tylko inaczej. to sztuczny mur i podział. spotykałam niepełnosprawny ch chamskich, aroganckich jakby im się wszystko od życia należało za to kim są, uwierz to budzi do nich pewna niechęć. Tak ja wcześniej napisałam tez zmagam się z chorobą i też miałam pretensje. Ostatecznie pomimo sprawnych nóg tez jestem samotna wśród ludzi. Od pewnego czasu boję się ich , żeby nie cierpieć. Dziękuj bogu za doświadczenie miłości rodziców. Tacy rodzice to DAR OD BOGA. pomyśl ,że mógłbyś zostać porzucony i oddany do sierocińca. Ta mość,którą dali ci na starcie, uratowała ci życie. :-)
pozdrawiam cie serdecznie :-)
Cytować
+2 #3 Sama50 2013-03-07 18:03
Witaj Jacku!
Ja mieszkam na Dolnym Śląsku,od strony Opola za Wałbrzychem.
Bardzo lubię podróże w każdej formie.
Mam bardzo dużo czasu,więc chętnie mogłabym Ci towarzyszyć w Twoich wyprawach.
Niestety nie doczytałam się ile Ty masz lat?
Pozdrawiam serdecznie! ;-)
Cytować
+3 #2 Dominika 2013-01-22 17:31
Witaj.
Twoje życie jest mi bliskie dlattego ze spotykam na codzien ludzi niepelnosprawny ch m.in ruchowo jak Ty. Ale nie ma co się zamyac przed swiateem,jestes takim samym czlowiekiem jak My wszyscy,Bog kocha cię tak samo. Z całej Twojej wypowiedzi utkwił mi urywek " Człowiek jest jak drzewo, które aby mogło żyj i rozwijać się, potrzebuje korzenia, którym jest Bóg, a także musi mieć gałęzie, którymi są przyjaciele." Jest to tak życiowe i tak bliskie także Mi.
Pozdrawiam serdecznie
Cytować
+2 #1 Maciej 2012-11-14 19:42
Witaj.
Tak jak i Ty jestem osobą niepełnosprawną i myślę że w pewnym sensie Twoja historia jest jakby częścią życia każdego z nas.......
Ja w każdym razie utożsamiam się z wieloma wątkami Twojego życia.
Życzę wytrwałości
Pozdrawiam Maciek
Cytować

o przyjaciela

Na tej witrynie zamieściłem kilka moich publikacji z minionych lat.

Mam nadzieję, że będą one źródłem refleksji nad tym co stanowi nasze człowieczeństwo, wiara, zmaganie się z samotnością, czy też poszukiwaniem sensu życia...

Teksty te są wciąż aktualne, gdyż poszukuję przyjaciół...

Przyjaciel na FB